Skopiuj link

THE WAR NEXT DOOR | Wojna u drzwi 

01.01.1970 - 18:00 / Galeria Szalom, ul. Józefa 16

Szok wywołany wiadomością, że obok toczy się wojna, w końcu mija. Po pewnym czasie staje się białym szumem na codziennym tle. Kontynuujemy to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Czy można nas za to winić? Jak pojedynczy człowiek jest w stanie zrobić cokolwiek, aby zapobiec wybuchowi militarnej agresji? I jak bardzo nas to obchodzi, kiedy sami nie jesteśmy bezpośrednio zaangażowani? W końcu to siły znacznie potężniejsze od nas kontynuują ofiarę z ludzi po obu stronach. W związku z tym, czy to naprawdę ma znaczenie, gdzie politycznie stoimy… Kto będzie następny? Czy kiedykolwiek jesteśmy bezpieczni?

Z okazji 33 Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie i we współpracy z Galerią Szalom chciałabym zaprosić na wystawę mojego najnowszego projektu- THE WAR NEXT DOOR. Na tych, namalowanych na przestrzeni ostatnich miesięcy, płótnach widzimy młodych dorosłych. Obrazy zdają się być na pierwszy rzut oka ładne i przyjemne w odbiorze. Jednak czai się w nich pewien niepokój. O co tu właściwie chodzi..? Przewija się motyw mundurka. Czy jest to młodzież ucząca się, harcerstwo? A może bojówki..? Nagromadzone postacie tworzą mała armię. Z twarzy widzimy tylko chłopców. Bo to głównie oni pójdą na wojnę. Czarna apaszka to znak śmierci. Dziewczynki zostają w tyle, zbite w anonimową masę. Armia nóg w takich samych bucikach sugeruje, ile ich zostanie bez ojców, bez partnerów. Wiatr historii targa im włosy. Kolejne nieszczęśliwe pokolenie z tragicznie przerwanym losem. Oślepiający pomarańcz tła ma nawiązywać do wybuchu, wypalenia, pustki. Żyjemy w czasach globalnego zagrożenia, które zdaje się zagęszczać. Wywraca się do góry nogami iluzja bezpieczeństwa. Czy to tylko wrażenie, czy czeka nas kolejna wielka wojna? Czy tylko ta za naszymi drzwiami? 

 

Miriam Tajcher 

Miriam Tajcher urodziła się w 1984 roku w Warszawie pod nazwiskiem Małgosia Malinowska.  

Studiowała malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie oraz w Accademia di Belle Arti di Brera w Mediolanie. Tytuł magistra sztuk pięknych otrzymała z wyróżnieniem w 2009 roku. 

W 2010 roku uczestniczyła w rocznym programie Art & Design w Central Saint Martins College w Londynie. Dzięki stypendium The National Academy School w Nowym Jorku wyjechała do Stanów Zjednoczonych, gdzie ukończyła Studio Art Intensive Program. Jej wystawa dyplomowa, uznana za najlepszą w 2016 roku, wygrała rezydencję w La Napoule Art Foundation we Francji. 

Brała udział w wielu wystawach indywidualnych i zbiorowych w Europie i za oceanem. Uczestniczka popularnej serii wystaw Creative Mischief w The National Academy Museum w Nowym Jorku.  

Jej obrazy znajdują się w prywatnych domach w Nowym Jorku, San Paulo, Canberze, Londynie, Mediolanie, Brukseli, Warszawie i wielu innych. 

Miriam Tajcher opisuje siebie jako malarkę o starej duszy, związaną bardziej z XIX-wieczną atmosferą niż teraźniejszością. Opuszczony zamek, najlepiej we Francji, z zapomnianym ogrodem, byłby idealnym miejscem na jej pracownię. Ale mamy XXI wiek… i oto ona. 

Mocno wierzy w tradycyjną technikę malarstwa olejnego, uważając ją za jedyne medium, które może osiągnąć pewny estetyczny ciężar. Dlatego poświęca się doskonaleniu swojego rzemiosła, zwracając uwagę na szczegóły i pracując długie godziny, ścigając się ze światłem dnia. Unikalny dobór kolorów, ostatnie poprawki wykonane malutkimi pędzelkami przy użyciu werniksu sprawiają, że jej obrazy są wyraziste i szlachetne. 

Głównym tematem jej prac jest czas. Melancholia czai się we wszystkich jej projektach. Próbując uchwycić to, co ostatecznie zniknie, maluje portrety o intensywnej psychologicznej obecności. Jej inspiracje przychodzą z przeszłości, często nieproszone. Kiedy podejmuje jakiś temat, poddaje się mu. Dlatego jej dorobek składa się z dużych serii, co idzie w parze z jej podejściem do zgłębiania tematu w celu dopracowania rezultatu. Wszystko, co robi, można powiązać z intymnym doświadczeniem. 

„Miarą mojego życia są moje obrazy. To one wiodą prym. Mój styl pracy nazywam Realizmem Osobistym. Większość dnia spędzam w studio. Potrzebuję czasu i przestrzeni, aby wprowadzić się w stan medytacji, którego wymaga mój proces twórczy.  Świadomie odrywam się od głównego nurtu i kieruję wzrok na starych mistrzów. Balthus nadal jest tym, który najbardziej pobudza moją wyobraźnię. Romantycznie tęsknię za czasami Ecole de Paris. A kiedy czuję się wyczerpany walką z nowoczesnością, zabieram się na wycieczkę do Paryża. Ze sztuką życie nigdy nie jest nudne!”